Mija właśnie 20 lat od powołania Instytutu Edukacji Społecznej. I chyba jeszcze nigdy misja pozaformalnej edukacji i pracy z młodzieżą nie była bardziej aktualna tak, jak dzisiaj. Bo choć, zgodnie z chińskim powiedzeniem, przyszło nam żyć w bardzo ciekawych czasach, to dla młodych ludzi są one nieprzyjazne, wręcz wrogie. A dorośli w obliczu kolejnych kryzysów znowu młode pokolenie zawodzą. Jest jednak nadzieja i są nią sami młodzi. 

Pandemia wyjaskrawiła to, co od dawna narastało i sprawiła, że dwa duże kryzysy sprzęgły się ze sobą: kryzys szkoły i kryzys zdrowia psychicznego. Konsekwencją szkolnych lockdownów, do których nauczyciele nie zostali przygotowani i prawidłowo wyposażeni ani na poziomie technicznym, ani metodologicznym, kompetencyjnym i pedagogicznym – jest wśród młodych ludzi głębokie poczucie izolacji. Skutki bywają zaskakujące: podczas jednego z warsztatów, które organizowaliśmy w przerwie lockdownu w 2020 roku, młodzi opowiadali, że kiedy po 3 miesiąca siedzenia w domu spotkali się w końcu na imprezie, nie wiedzieli jak ze sobą rozmawiać (sic!). Znacznie jednak poważniejszymi skutkami izolacji są problemy młodych Polaków ze zdrowiem psychicznym, co pokazują rozliczne badania. Obok zaniku relacji rówieśniczych przyczynia się  do tego brak odskoczni, jaką była szkoła dla osób funkcjonujących w zaburzonych rodzinach oraz bardzo częste sytuacje, ujawniania podczas lekcji online gorszej materialnej sytuacji domowej lub patologicznych relacji  rodzinnych. Pandemia trwa już drugi rok, kolejne fale wpychają uczniów w zupełnie niepotrzebną izolację domową, skutki emocjonalne będziemy widzieć przez wiele kolejnych lat. I w tym miejscu pojawia się kryzys drugiej instytucji, to znaczy ochrony zdrowia, która w tej chwili od dawna jest zupełnie niewydolna. Psychiatria dzieci i młodzieży działa w szczątkowym zakresie w stosunku do potrzeb, terminy na bezpłatną psychoterapię są odległe o lata (literalnie!), w prywatnych gabinetach wcale nie jest lepiej. I mimo wielu głośnych alarmów, podnoszonych choćby przez dziennikarzy w szokujących reportażach z oddziałów psychiatrycznych – sytuacja z każdym miesiącem jedynie się pogarsza. Widać więc wyraźnie, że za programy socjalne z ostatnich lat koszty płacą młodzi, głębokim zaniedbaniem instytucji edukacji i zdrowia. 

Kwestie rozwiązywania problemu pandemii po najłatwiejszej linii oporu, kosztem zdrowia i jakości edukacji nie są tylko jedynymi aktualnymi kłopotami młodych ludzi ze szkołą. Szkołą, która w ostatnich latach skręciła ideologicznie w zupełnie przeciwną stronę niż pokolenie Polaków do niej uczęszczające. I właśnie ten kierunek, w którym dzisiaj podążają młodzi wydaje się najbardziej interesujący, przede wszystkim w dwóch obszarach: zdrowia psychicznego właśnie oraz realnego zainteresowania ideą slow life i życiem lokalnych społeczności. To pierwsze objawia się dociekliwą wiedzą na temat własnego funkcjonowania, odrzuceniem wielu stereotypów i fałszywej wiedzy w obszarze zdrowia, relacji, seksualności, destygmatyzacją pomocy psychologicznej i psychoterapii. I chociaż lubimy z pozycji świata dorosłych postrzegać to pokolenie jako przede wszystkim pochłonięte technologiami i owładnięte Siecią – to przy bliższym poznaniu zaskakuje ono właśnie dbałością o siebie i jakość swojego życia. Z tego wynika również dbałość o świat dookoła, czego przejawem są wszystkie młodzieżowe ruchy klimatyczne. Widać zresztą coraz wyraźniej, że to pokolenie jest zaangażowane, że sprawy społeczne i publiczne są mu bliskie i że są gotowi na poświęcenia w walce o nie, co widać również na przykładzie kolejnych młodych bojowników. Widać to również po rosnącej licznie organizacji pozarządowych, zakładanych przez młodych ludzi. Po wielkiej dwudekadowej przerwie, po raz pierwszy młodzi ludzie interesują się sektorem społecznym. Motywacji, żeby to robić mają w bród, choćby tylko przywołać te powyższe, czyli doświadczenia z niewydolnymi systemami zdrowia i oświaty. Ale jest w tym coś więcej niż tylko siła buntu i poczucie, że zorganizowany przez poprzednie pokolenia świat nie działa i zmierza ku klimatycznej i politycznej zagładzie. Jest również pragnienie zwolnienia tempa życia, odpuszczenia korporacyjnego wyścigu, obniżenia ambicji, oczekiwań i presji, poszukania miejsc, gdzie żyje się w mniejszym napięciu jak w wielkich metropoliach i centrach świata. Dla tego pokolenia po raz pierwszy po 1989 roku ważne stają się lokalne społeczności, małe ojczyzny, byleby tylko dało się w nich dobrze żyć. 

Ten obraz młodych Polaków pokazują fragmentarycznie kolejne badania, pokazuje je również codzienna praktyka pracy z młodzieżą. I dwa istotne wskazania strategiczne wynikają z tej diagnozy dla edukacji pozaformalnej i pracy z młodzieżą. Po pierwsze: wciąż ważne są te zadania, które od lat stanowią fundament dla organizacji pozarządowych, a więc angażowanie młodych ludzi w lokalne społeczności i w kwestie obywatelskie. Ranga jednak tego wyzwania rośnie w obszarze promowania wartości demokratycznych. Im bardziej instytucje państwa osuwają się w autorytaryzm, tym bardziej potrzebne są oddolne działania organizacji społecznych. Szczególnie, że dziś młodzi ludzie chcą się angażować i brać odpowiedzialność, a potrzebują w tym zakresie mądrego wsparcia. Drugie strategiczne wskazanie dotyczy oczywiście kwestii zdrowia psychicznego. I chociaż niemożliwym jest uzupełnienie wyrwy jaka powstała w tym obszarze w publicznej ochronie zdrowia, to jednak kluczowe są działania związane z psychoedukacją i edukacją społeczną, rozwijaniem umiejętności relacyjnych i budowanie bezpiecznych i zdrowych przestrzeni do wspierania rozwoju młodych ludzi. To organizacje pozarządowe potrafią robić bardzo dobrze. Są w tym jednak skazane na samotność.

Polityka młodzieżowa w Polsce nie działa. Nie udało się wypracować systemowych ogólnopolskich rozwiązań, a te lokalne lub regionalne funkcjonują w zależności od politycznej woli i wraz z politycznymi zmianami potrafią zaniknąć. Dla 90% polityków i decydentów desygnat pojęcia „polityka młodzieżowa” pozostaje niezrozumiały, a samym organizacjom, o ironio, brakuje umiejętności współpracy, żeby wypracować wspólne systemowe rozwiązania i przekuć je w realne ramy wsparcia. Jedyna więc nadzieja w pasjonatach pracy z młodzieżą oraz w rozumnych i światłych samorządowcach, którzy dostrzegą niezwykłe okoliczności, w jakich znalazło się młode pokolenie i lokalnie zdecydują się wspierać ich rozwój i pracę. Bo przecież „takie rzeczypospolite będą…”

Paweł Dębek, 03 grudnia 2021